cf

Etykiety

1% agenezja ciała modzelowatego allegro aukcja charytatywna Anielka Anna babcia babka płesznik bajka balonikowanie tchawicy baseny termalne beatboxing blog Boże Narodzenie Centrum Nauki Kopernik ceramika chodzenie codzienność Czerna dieta dramat duchowość dziadek działka dzieciństwo dzień dziecka dzień matki dzień ojca edukacja domowa Euro 2012 festyn charytatywny fotografia frywolitki Fundacja Mam Marzenie fundoplikacja sposobem Nissena gastrostomia góry grzybek guzik hipoterapia imieniny implant ślimakowy integracja sensoryczna jak pomóc kamienice kampania społeczna kangur Karol Karolek klasztor Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 kolejka na Kasprowy komiksy konkurs kot książeczki dla dzieci książka książki laryngotracheoplastyka Laski leczenie lego majówka Mały Kaszalot Bu Mały Książe maska krtaniowa metoda Mazgutowej metoda symultaniczno-sekwencyjna Mój Kraków muminki muzyka nadciśnienie płucne niedomykalność nagłośni O. Ziółek Ogród Doświadczeń ojcostwo Ojców oscylator otoczenie otolaryngologia Poznań Palmiarnia papeteria pasaż ukł. pokarmowego Paschy PEG PHmetria Pierwsza Komunia Św. piknik lotniczy pływanie po co nam 1% porażenie fałdu głosowego poród Poznań procesor mowy prolife przedszkole przepisy wielkanocne przepuklina przeponowa Radio Kraków refluks rehabilitacja rehabilitacja słuchowa rehabilitacja w wodzie rekolekcje respiratoroterapia rękodzieło rodzina rustykalnie rysunek sen/bezsenność słuchowisko spowiedź Stal Nowa Huta strata dziecka street art subkonto Sursum Corda szkoła szopka krakowska święty Mikołaj tata teatr terapia karmienia tort orzechowy tracheostomia turnus hipoterapeutyczny turnus logopedyczny turnus rehabilitacyjny Ulica 25 upał upcykling urodziny wakacje Wcielenie Wielkanoc Wielki Post wspomnienia zagęszczanie płynów zestaw niskopoziomowy zoo Zosia zwężenia tchawicy życzenia żywa szopka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anielka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anielka. Pokaż wszystkie posty

9.08.2015

Uciekamy do zoo.

Uciekamy przed upałem. W różne miejsca. W Krakowie 36 st. Zabieram dwójkę dzieci, jedno zostawiam starającemu się w tych warunkach pracować tacie. W sobotę z Zosią i Anielką pojechałyśmy do zoo. Krakowskie zoo jest dobre na upał, bo położone w środku lasku Wolskiego. Jest przewiew, o którym w środku miasta można tylko pomarzyć. Ale najpierw trzeba tam dojechać. Z jedną przesiadką zajęło nam to... półtorej godziny.


13.06.2014

Strawberry Stories

Poranne śniadaniowe zakupy w czerwcu mają zapach truskawek. Rozkłada się chodnikowy zieleniak. Poranek, drożdżówki i masło pachną truskawkami. Aromat identyczny z naturalnym. Identyczny. Wracam szybko do domu, bo czas goni. Zobaczy Pani, jak będzie ciepły weekend to po niedzieli będą ładne i tanie. Pani Danusia robi w tym od lat. Kilogram w słodkim kolorze, z odstającymi szypułkami ( wierzę, ze to wróży słodycz) kosztował 3,50zł. Kupuję dużo i tanio. Truskawki od rana do wieczora. Na śniadanie kanapki z truskawkami serwuje Zosia, truskawki ze śmietaną lub bez na okrągło, gotowana cielęcina z truskawkami i makaronikiem je Aniela. Truskawki w czekoladzie, dżem z truskawek z kwiatami czarnego bzu przed nami. Wcześniej się skończą niż się przejedzą. Aniela - jak każdy świeży człowiek - podchodzi do truskawek jak człowiek szczęśliwy, jak pierwszy człowiek do pierwszej truskawki.
Taki teatr jak Kamchatka, ale lepszy, trudniejszy i bardziej fascynujący.


18.05.2014

Między logiką a mamą

Wchodzę do pokoju- patrzę, widzę nie dowierzam. W kojcu Anieli dziura wielkości buzi. I tylko jeden podejrzany.               -Zosiaaaa! Chodź tutaj!               -Jestem zajęta. A co chciałaś mamooooo?                                 -Chodź tutaj! Chciała Cię o coś spytać! ( no dobra, zanim poinformuję ją o tym, że wiem, że to ona wycięła buzię w kształcie dziury, to najpierw spytam. Ostatecznie ma prawo do obrony a nawet milczenia).  - Zosiu, czy to Ty wycięłaś tą dziurę?
-Tak. ( Ani milczenia ani obrony. Zwyczajne tak jakbym pytała ją o to, czy zjadła dzisiaj obiad w przedszkolu. Zwykle nie pytam, ale inni rodzice pytają a ich dzieci odpowiadają w taki sposób jak Zosia teraz. Z lekką irytacją, bo właśnie oderwałam ją od ważnego zadania. I to po co?! Żeby spytać czy ona to wycięła?! Lekka przesada. Co takiego? Przesada?! Przesada to będzie jak znajdziesz na to wytłumaczenie i lepiej dobrze się nad nim zastanów, bo za chwilę o nie zapytam! I wykorzystam do tego całą władzę rodzicielską! Córeczko!)
- Ale dlaczego? Zosiu, zniszczyłaś Anieli kojec!
-Nie zniszczyłam. Słuchaj! Przecież muszę jakoś sięgnąć do Anielki. Musiałam wyciąć otworek, bo teraz, no zobacz (wkłada rękę przez otworek, po samą pachę, robi "a ti ti Anielko, gili, gili" i tłumaczy mi z cierpliwością i lekką pobłażliwością jak nierozumnemu dziecku) teraz dostanę do Anielki i nie muszę stawać na paluszkach. 
-Ahaaa...ale Zosiu (tutaj nastąpił monolog, który jako matka powinnam wygłosić a który okropnie mnie-nie-matkę nużył. Poza tym ja jako matka i nie matka, nie mogłam doczekać się na przyjście Z., żeby razem z nim ucieszyć się logiką myślenia i dobrze opanowaną umiejętnością posługiwania się nożyczkami przez starszą siostrę)

To było trzy miesiące temu. Otworek ciągle bardzo się przydaje. Nie tylko Zosi. 
                                 



14.02.2014

Infirmeria - taki głupi pomysł na ferie.


a jak pojadę do babci i dziadka to będę jeździła
na takich sankach
 A jakie plany mieliśmy! Takie no wiecie, na miarę mamusi, którą nosi. Teatr, wystawa, muzeum jedno, drugie, spotkania z zaprzyjaźnionymi rodzinami a w drugim tygodniu kilka dni u babci i dziadka na sankach, bo oczywiście miał być śnieg. 
W niedzielę wieczór poprzedzającą ferie mile spędzamy czas z Krysią, napinamy bicepsy pamięci we wzorach, kolorach, memory, snujemy plany aktywizujące. Kaku średnio zainteresowany naszą rywalizacją zadowala się byciem wespół zespół z nami, Anielka na zmianę memla karty od memo z innymi soczystościami a Zosia dotrzymuje nam pola i łasi się do tego kto najbliżej. Jak nie liczy trofeów, to coś miałknie, zamruczy, łypnie szklistym wielgachnym ślepiem - ten kot wyglądał podejrzanie. Podejrzałam a tam 38,2C. Poza tym nie traciła jasności umysłu i woli rywalizacji.


1.10.2013

Jeszcze o naszych babskich wakacjach Wam opowiem.


A właściwie samym ich końcu. W Borach Tucholskich z Mają i trójką jej robaczków.
 My tam oni siam. Tata z Karolem w Chochołowie a ja z dziewczynkami 600 km od nich. I my i oni czuliśmy wakacyjny letni splin. Zatęskniliśmy za sobą bardzo. Po dwóch tygodniach lata bez siebie z przyjemnością oglądaliśmy nasze niewspólne zdjęcia i słuchaliśmy swoich niewspólnych historii. Ciekawe uczucie:) U nich na co dzień rżenie koni u nas klangor żurawi. U nich widok na Tatry, u nas las w lesie obok lasu. U nich oscypki z żurawiną u nas żurawina zbierana w ostatnim momencie. U nich dzień na ciepłych basenach termalnych u nas dzień nad chłodnym Bałtykiem (uwielbiam!). Oni w drewnianych domkach w stylu zakopiański my w drewnianym domku z błękitnymi drzwiami i oknami. U nich organizacja jak w zegarku u nas każdy dzień bez zegarka. U nich i u nas gdzie nie spojrzysz dzieci.
Przywlokłam stamtąd jarzębinę, rokitnik i żurawinę na przetwory (już przetworzyłam:)), suszone kozaki, prawdziwki, podgrzybki i dużo zdjęć. Jak zwykle za dużo:)



16.08.2013

Slow Wilcze. Slow & slow & slow

Jadąc do Wilczego od razu wiedzieliśmy, że chodzenia szlakami nie będzie, bo po dokładnej analizie organów okazało się, że w stosunku do liczby naszych dzieci i ich umiejętności wędrowania, ewidentnie brakuje nam jednej pary rąk, jednej pary nóg i jednego tułowia łączącego to z tamtym. No a skoro tak, to słuszną wydawała się koncepcja pozwiedzania tego na co nigdy nie było czasu, bo się chodziło. Koncepcja zakładała przemieszczanie się samochodem i zwiedzanie, oglądanie, zachwyty że fajnie, że to zobaczyliśmy. Ale słuszną była ona tylko wg mnie, co wyszło na jaw, kiedy już uznałam że nie ma w niej krztyny rozsądku  a Zbyszek po raz pierwszy wypowiedział się w jej sprawie zwięzłym uff


2.07.2013

Anielka susełek

Ciach, no i jest! Jak królik z kapelusza albo śliwka z kompotu. A od tej chwili to już jak śliwka w kompot. W życie tutaj, z nami! Anielka się urodziła. Mała, śmieszna, pomarszczona śliweczka. Przyszła na świat jak jej siostra i brat. Umpa, umpa, umpa! Po cesarsku, a mimo to po ludzku. Bo tym razem rodziłam naprawdę po ludzku.
Aniela ma: dwa tygodnie, zapowiedz łagodniejszego niż Zosia temperamentu, z każdym dniem dłuższe rzęsy, wyssany w życiu wodnym maleńki półksiężyc na prawej dłoniczce i śmieszny nos. Jest do nikogo nie podobna, i nie jest "słitaśna". A poza tym jest zdrowiuteńka:) Mamy takiego zwyczajnego, fantastycznie przeciętnego noworodka.