Etykiety

1% agenezja ciała modzelowatego allegro aukcja charytatywna Anielka Anna babcia babka płesznik bajka balonikowanie tchawicy baseny termalne beatboxing blog Boże Narodzenie Centrum Nauki Kopernik ceramika chodzenie codzienność Czerna dieta dramat duchowość dziadek działka dzieciństwo dzień dziecka dzień matki dzień ojca edukacja domowa Euro 2012 festyn charytatywny fotografia frywolitki Fundacja Mam Marzenie fundoplikacja sposobem Nissena gastrostomia góry grzybek guzik hipoterapia imieniny implant ślimakowy integracja sensoryczna jak pomóc kamienice kampania społeczna kangur Karol Karolek klasztor Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 kolejka na Kasprowy komiksy konkurs kot książeczki dla dzieci książka książki laryngotracheoplastyka Laski leczenie lego majówka Mały Kaszalot Bu Mały Książe maska krtaniowa metoda Mazgutowej metoda symultaniczno-sekwencyjna Mój Kraków muminki muzyka nadciśnienie płucne niedomykalność nagłośni O. Ziółek Ogród Doświadczeń ojcostwo Ojców oscylator otoczenie otolaryngologia Poznań Palmiarnia papeteria pasaż ukł. pokarmowego Paschy PEG PHmetria Pierwsza Komunia Św. piknik lotniczy pływanie po co nam 1% porażenie fałdu głosowego poród Poznań procesor mowy prolife przedszkole przepisy wielkanocne przepuklina przeponowa Radio Kraków refluks rehabilitacja rehabilitacja słuchowa rehabilitacja w wodzie rekolekcje respiratoroterapia rękodzieło rodzina rustykalnie rysunek sen/bezsenność słuchowisko spowiedź Stal Nowa Huta strata dziecka street art subkonto Sursum Corda szkoła szopka krakowska święty Mikołaj tata teatr terapia karmienia tort orzechowy tracheostomia turnus hipoterapeutyczny turnus logopedyczny turnus rehabilitacyjny Ulica 25 upał upcykling urodziny wakacje Wcielenie Wielkanoc Wielki Post wspomnienia zagęszczanie płynów zestaw niskopoziomowy zoo Zosia zwężenia tchawicy życzenia żywa szopka

08.01.2012

Ja jestem jego siostrą a on jest moim bratem...

 Ja jestem jego siostrą
a on jest moim bratem
lecz on jest jeszcze mały,
nie rozmawiamy zatem.

Więc pokazuję mu co dzień
Moje książki i lale
Ale on co dzień jest mały
I nie chce patrzeć wcale.

Mamy dwoje pierwszych dzieci. Karol jest starszy, więc jest pierwszy.  Zosia urodziła się druga, ale często jest jakby starsza. Po jej narodzinach często powtarzałam, że miałam wrażenie, jakbym drugi raz wychowywała pierwsze dziecko, bo wiele rzeczy związanych z opieką nad noworodkiem i niemowlęciem było dla mnie zupełnie nowych. Życiorysy naszych dzieci, choć jeszcze tak krótkie, są diametralnie różne. Karolek pierwsze godziny życia spędził na intensywnej terapii. Zosia, przy mamie. Karolek pierwszy raz przyszedł do domu po półtorarocznym pobycie w szpitalu.
Oczywiście nie sam, bo towarzyszył mu respirator, ssak i pulsoksymetr. Zosia, po bożemu - 3 dni po porodzie. Gdy Karolek płakał, nie było go nawet słychać z powodu tracheostomii. A najczęściej płakał z bólu, po kolejnych narkozach, zabiegach, kłuciach, odsysaniach; i z panicznego strachu. Okoliczności, w jakich byliśmy i on i my, sprawiały, że jakos nigdy nie przyszło nam do głowy, że może płakać z takich prozaicznych, noworodkowych powodów jak kolka czy chęć przyssania się do mamy. Zosieńka płakała wniebogłosy: tak, że sąsiadka z parteru była pełna obaw o to nasze dziecko, a pani doktor podejrzewała przepuklinę pępkową. Płakała po prostu z powodu kolki:)
Dziś Karolek ma 6 lat, a jego siostrzyczka 2. Ale to ona, choć młodsza, jest bardziej samodzielna, rozumie i wykonuje wydane przez nas polecenia. Jej dwuletnie życie to pasmo zwyczajnych cudów zdrowo rozwijającego się dziecka. Oczywiście do tego dochodzą wyjątkowe, Zosiowe, genialne, niesamowite osiągnięcia widziane oczami ślepych z miłości rodziców.


Pierwsze dwa lata życia Karolka to pasmo nadzwyczajnych, zdumiewających (nas, rodziców i personel medyczny) cudów; rzeczy które nie powinny się zdarzyć; woli życia wbrew powadze stwierdzeń "stan krytyczny", "stan ciężki, ale stabilny". Oczywiście do tego dochodzą te wyjątkowe, Karolkowe, genialne, niesamowite osiągnięcia widziane oczami ślepych z miłości rodziców:)
6 lat życia Karola  to kilkanaście hospitalizacji, kilka poważnych operacji, ciągła rehabilitacja.
Porównywanie Zosi i Karola jest niesprawiedliwe. Krzywdzące i dla niej i dla niego. Wiem, że wielu ludzi patrząc na Karolka myśli: "Tak mało umie. Jest taki niesamodzielny, nie potrafi tego czy tamtego". Tys prowda, ale ponieważ nie cała prowda, to gówno prowda! Wiedzą o tym ci, którzy towarzyszyli nam od pierwszych dni jego życia, i ci, których Los zesłał nam później, kiedy Karol był już w domu na sprzęcie, a którzy wspierali nas miesiącami, latami. Oni pamiętają ogromną wojnę stoczoną przez tego małego człowieka, wojnę z góry skazaną na klęskę. Ale nie z Góry, jak się potem okazało! Góra chciała inaczej! Nawiasem mówiąc, Góra lubuje się w takich potyczkach z góry skazanych na niepowodzenie. I Góra zawsze jest górą, nikt nie wie jak, ale zawsze wygrywaJ
Zosieńkę porównywanie z Karolkiem krzywdzi, bo każe jej być opiekuńczą siostrą, bardziej odpowiedzialną niż rówieśnicy, bardziej uważną, a to zmusza do większych wyrzeczeń i wyrozumiałości. A ona jest po prostu małą dziewczynką.

Z takimi problemami też się mocujemy na co dzień. I nie chcemy patrzeć na Karolka oczami frustratów : gdyby był zdrowy, to umiałbby już to i tamto. Nie chcemy też wmawiać Zosi, że musi być „mądrą dziewczynką”, bo ma chorego braciszka, który potrzebuje jej pomocy.
Najfajniejsze jest to, że ona jest mądrą dziewczynką
sama z siebieJ Chce nas naśladować, a troszczenie się o braciszka, okazywanie mu czułości jest dla niej świetną zabawą. Nie przyszłoby nam przecież do głowy, żeby uczyć niespełna dwuletnią dziewczynkę zakładania starszemu bratu maseczki do inhalacji, włączania inhalatora, karmienia go, odkażania gastrostomii a potem zakładania opatrunku, rozbierania małego po przyjściu z przedszkola, rozkładania przed nim zadań logopedycznych i przeprowadzania ćwiczeń, uczenia samogłosek, mycia w czasie kąpieli. Zosia wszystko to robi. Z wdziękiem, nieporadną troskliwością i  radością małego odkrywcy.




Kiedy Karol jest w przedszkolu, Zosia chodzi po domu i powtarza "Nie ma Kaku, nie ma". Ożywia się słysząc domofon i wykrzykuje "Kaku, Kaku". Zosia bardzo chce, żeby Karol się z nią bawił. Wkłada mu do rączek różne zabawki, klocki, a Karolek - ku jej zdumieniu - wyrzuca je za siebie. Któregoś dnia Zosia prosiła, żebym zbudowała dla niej mały i duży domek. Miała tam mieszkać mama i Zosia (była nią brzuchata figurka Obelixa). Karolek się temu przyglądał. Bardzo mu się podobały domki, co wyraźnie zaniepokoiło Zosię. "Kaku, nie, dom Zosi! Nie Kaku, nie!".Co znaczyło dokładnie tyle, żeby Karolek ani nie dotykał, ani nie patrzył na jej klocki.
Oczywiście Karolek nic sobie z tego nie robił. Zbudowałam więc i dla niego domki z klocków. Każde z nich miało teraz swoje domki i bawiło się nimi według własnego uznania: Zosia rozwijała fabułę szczęśliwego domu zamieszkałego przez mamę i Zosię-Obelixa, a Karolek rozniósł swój domek kilkoma ruchami. Kiedy Zosia snuje fabuły zabaw, bardzo nie lubi, kiedy ktoś, w tym Karol, w nie ingeruje. Wymyśla też takie zabawy, w których brat ma swoja rolę. Jest np. współbiesiadnikiem przy suto zastawionym stole dla lalek, misiów i Karolka. Albo kiedy układa rączką braciszka układanki. Kiedy Karol płacze z jakiegoś powodu, siostrzyczka przynosi mu misie albo książki i "czyta" je. Kiedy w pomieszczeniu jest więcej osób i panuje harmider, a Karolek ze swej natury ginie gdzieś w tym tłumie, to właśnie Zosia najczęściej głośno przypomina  o jego istnieniu. Przytula go, całuje, zaniesie ciastko, albo zabierze zabawkę , która "nie może" się bawić:) Rano wita braciszka, mówiąc "cześć Kaku" i dajac mu buziaka (za którym Karol średnio przepada) i to samo na wieczór. Kiedy modlimy się przed snem, Zosia sumiennie wymienia wszystkich członków rodziny (z Kaku na czele), naszych przyjaciół i znajomych. 
Wiele razy zauważyliśmy, że Karolek wyraźnie cieszy się z obecności Zosi. Kiedy przychodzi z przedszkola, rozgląda się za nią. Z cierpliwością, czasem z uśmiechem, a czasem pomrukiem niezadowolenia przyjmuje zabawy, w jakie Zosia go pakuje. Był czas, kiedy Karol wyraźnie protestował, gdy Zosię wyjmowaliśmy z kąpieli, a on jeszcze w niej zostawał. 
Dobrze, że mają siebie. Dobrze, że ich mamy:)








4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Wspaniałe i wzruszające, jesteście super!
Anna

lobzovka pisze...

:) dziękujemy i pozdrawiamy!

Anonimowy pisze...

Jesteście CUDOWNI !!! Jestem dumna że mam taką RODZINKĘ!!!
Pozdrowionka z Zawiercia :*

lobzovka pisze...

:)Agnieszka, Gosia? Spijamy śmietankę z tej radości życia naszych dzieci:* Pozdrawiamy serdecznie, z nadzieją na spotkanie. Miło by było:)

Prześlij komentarz