Etykiety

1% agenezja ciała modzelowatego allegro aukcja charytatywna Anielka Anna babcia babka płesznik bajka balonikowanie tchawicy baseny termalne beatboxing blog Boże Narodzenie Centrum Nauki Kopernik ceramika chodzenie codzienność Czerna dieta dramat duchowość dziadek działka dzieciństwo dzień dziecka dzień matki dzień ojca edukacja domowa Euro 2012 festyn charytatywny fotografia frywolitki Fundacja Mam Marzenie fundoplikacja sposobem Nissena gastrostomia góry grzybek guzik hipoterapia imieniny implant ślimakowy integracja sensoryczna jak pomóc kamienice kampania społeczna kangur Karol Karolek klasztor Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 kolejka na Kasprowy komiksy konkurs kot książeczki dla dzieci książka książki laryngotracheoplastyka Laski leczenie lego majówka Mały Kaszalot Bu Mały Książe maska krtaniowa metoda Mazgutowej metoda symultaniczno-sekwencyjna Mój Kraków muminki muzyka nadciśnienie płucne niedomykalność nagłośni O. Ziółek Ogród Doświadczeń ojcostwo Ojców oscylator otoczenie otolaryngologia Poznań Palmiarnia papeteria pasaż ukł. pokarmowego Paschy PEG PHmetria Pierwsza Komunia Św. piknik lotniczy pływanie po co nam 1% porażenie fałdu głosowego poród Poznań procesor mowy prolife przedszkole przepisy wielkanocne przepuklina przeponowa Radio Kraków refluks rehabilitacja rehabilitacja słuchowa rehabilitacja w wodzie rekolekcje respiratoroterapia rękodzieło rodzina rustykalnie rysunek sen/bezsenność słuchowisko spowiedź Stal Nowa Huta strata dziecka street art subkonto Sursum Corda szkoła szopka krakowska święty Mikołaj tata teatr terapia karmienia tort orzechowy tracheostomia turnus hipoterapeutyczny turnus logopedyczny turnus rehabilitacyjny Ulica 25 upał upcykling urodziny wakacje Wcielenie Wielkanoc Wielki Post wspomnienia zagęszczanie płynów zestaw niskopoziomowy zoo Zosia zwężenia tchawicy życzenia żywa szopka

27.08.2015

Wyrazy wdzięczności

Oglądałam zdjęcia wakacyjne dorosłych już prawie chłopców niepełnosprawnych intelektualnie i fizycznie. Mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej. Taki nasz Karolek za kilka lat... Z jednym wyjątkiem. Jeśli tylko lata będą mijały a nie my, to duży Karol na wakacje   będzie wyjeżdżał z mama i tatą.
I poczułam naraz taką ogromną radość i wdzięczność, że ten chłopczyk pszenicznowłosy ma mamę i tatę, którzy go kochają.. Ma swoje własne, prywatne siostry, które naprawdę go lubią. Jest ich bratem. Ma swój dom. Ma swoje w nim ulubione kąty i zabawy. Że jego rodzice wiedzą co lubi jeść, jak lubi spędzać czas, jakie widoki i dźwięki go cieszą. I to mu dają. Ma kolory w których ładnie wygląda i w takich się nosi. Jego niepełnosprawność jest jego ale nie jest nim. On to Karol - chłopiec, który ma swoje ważne miejsce na świecie. Swój ciepły dom. Miłość.
I to właśnie my możemy z nim być. Któregoś dnia okazało się, że to właśnie ja mogę być jego mamą. Nasz dobroczyńca:) Daje nam coś,  za co ludzie płacą grubą kasę. Coach bez maniery i kasy fiskalnej z dystansem i uczciwością bycia sobą.

Karol. Jestem mamą Karola. Tęsknię za nim, bo jeszcze nie wrócili z tatą i siostrzyczką z turnusu hipoterapeutycznego. Posprzątałam i wszystko jest na swoim miejscu, nikt nie rozrzuca przedmiotów po całym domu, jest cicho - tak jak lubię - bo nikt nie krzyczy z radości, nie prucha z radości ani do znudzenia nie klaszcze z radości w rączki. Nikt nie ściąga z rozbawieniem narzuty z łózka nic nie robiąc sobie z refrenu "Karol, zostaw to!". I śpię sobie błogo do siódmej ( bo Zosia budzi się jeszcze później)a rano spożywam spokojne, kulturalne śniadanie przy stole jak w czasopismach wnętrzarskich czy instagramie znajomych. I tak spożywam, spożywam i nie muszę być czujną, czy już dorobić złożoną kanapkę a może wyplątać umaśloną rączkę z loków. No i fajne to, ale kiedy oglądam jego zdjęcia to bardzo, bardzo mi się tęskni. Jak wrócą, to znowu dotknę jego policzka, które jest jak delikatna skóra salamandry ( są identyczne - sprawdzałam). I znowu nacieszę oczy nowością tego lata - piegami na jego lewym policzku. A może ma jakieś nowe jeszcze. Skarpetki będzie zakładał. Jak on zabawnie i mądrze to robi. Kręci stópką i sprytnie naciąga jedną a na nią drugą a na druga trzecia skarpetkę. Jak wrócą to na kolację zjem z synkiem śledziki po giżycku albo w śmietanie z jabłuszkiem i szczypiorkiem. Bo tylko my w całym domu tak sobie te śledziki jadamy.   

Tak bardzo nie chciałabym, żeby kiedyś został bez nas...
Smutna myśl, że my moglibyśmy kiedyś zostać bez niego...


2 komentarze:

Danuta Gryta pisze...

Pięknie napisane !

Patrycja pisze...

Szczęściarz z tego Karola:):):)oby każdy Karol, każdy chłopiec, a nawet każda Karolina, każda dziewczyna miał tak wspaniałych, czułych, serdecznych, pełnych Miłości rodziców jak Karol właśnie...dzięki Aniu za mega świadectwo...ze łzami w oczach podczytywałam...zdrówka Wam!!!p

Prześlij komentarz